fbpx

Coach, chemia i trzeci rodzaj superwizji

coaching, warszawa, magdalena kozioł, superwizja

COACH

Wszystkie organizacje coachów zgodnie podkreślają jak istotna jest superwizja w pracy coacha. Niezależnie od tego, w jakiej organizacji ubiegasz się o certyfikację: ICF, EMCC czy IC, zobowiązany jesteś do odbycia własnej superwizji. Różny jest tylko wymiar godzin i udział sesji grupowych i indywidualnych.

A co, jeśli akurat nie staram się o akredytację ani o jej odnowienie? Często rozmawiając z coachami o superwizji słyszę zdanie: „Ale ja nie mam jakichś specjalnych problemów, które trzeba by superwizować”. Tak jakby czasami superwizja postrzegana była jako rodzaj apteczki na bolączki – coś mi przeszkadza w pracy, to idę do superwizora, on mi przyklei plasterek. To w bardziej optymistycznej wersji, bo w mniej optymistycznej tylko myślę o tym, że może warto byłoby poddać się superwizji.

Skupiamy się często na dwóch typach superwizji: normatywnej i problemowej, tak jakby to właśnie było sedno i sens pracy z superwizorem. Nic bardziej mylnego! Te dwa rodzaje pojawiają się w określonych sytuacjach:

Superwizja normatywna to ta, której celem jest upewnienie się, że praktyka coacha pozostaje w zgodzie z określonymi zasadami. Mentor coaching wymagany przy okazji akredytowania się w ICF to właśnie przykład superwizji normatywnej – mentor coach analizuje pracę coacha pod kątem zgodności z Kluczowymi Kompetencjami Coacha ICF.

Kiedy myślimy o problemie, który warto superwizować, myślimy o superwizji problemowej. Coś nie działa, nie złapałem kontaktu z klientem, wniosłem niepotrzebnie coś własnego do sesji, odczuwam w sesji nieoczekiwane emocje wynikające z moich własnych historii i tego typu wydarzenia wymagają jak najszybszego sprawdzenia co się dzieje.

Tymczasem zapominamy o trzecim, najbardziej sexy, rodzaju superwizji – superwizji rozwojowej.

 

CHEMIA

Przeczytałam ostatnio wpis, który mnie bardzo zainspirował. Agnieszka Kaseja zwraca uwagę na 3 podstawowe funkcje superwizji:

  • rozwojową – jako element samokształcenia i samodoskonalenia,
  • jakościową – jako rama do pracy nad tożsamością zawodową coacha czy mentora oraz
  • odświeżającą – jako element bhp zawodu i przeciwdziałanie rutynie.

Agnieszka stawia odważną tezę, że poczucie “braku chemii” pomiędzy coachem/mentorem a klientem jest w swej istocie efektem braku superwizji tego pierwszego.

Mówiąc o „chemii” myślimy najczęściej o pierwszym wrażeniu i nici sympatii na poziomie interpersonalnym, która się zawiązuje albo nie. Mam jednak poczucie, że w przypadku relacji coach-klient trzeba przyjąć zupełnie inną optykę. Sesja coachingowa ma swój określony cel, a to też nadaje relacji pomiędzy uczestnikami specyficznego wymiaru. Po czym można rozpoznać, że brakuje „chemii”? Tak na gorąco przychodzą mi do głowy takie rzeczy: po sesji obie strony są znużone; klient nie dokonuje głębokich wglądów, tylko skupia się na sprawach powierzchownych; klient nie ma chęci się dłużej zastanawiać, mówi „nie wiem” i prosi o następne pytanie; klient niechętnie towarzyszy coachowi; coach (lub oboje) ma poczucie, że donikąd nie dochodzą; pojawia się frustracja i poczucie bezcelowości; coach ma poczucie że postawa klienta lub jego sposób patrzenia na życie utrudnia lub uniemożliwia efektywną pracę; coach może się zastanawiać czy jest w stanie pracować z takim klientem albo czy klient jest w ogóle gotowy na coaching.

Czy coach może coś zrobić, by ta „chemia” się pojawiła? Jestem przekonana, że tak. Potrzebny jest do tego pogłębiony wgląd w funkcjonowanie samego siebie jako coacha znajdującego się w relacji coachingowej. Jak wygląda moja uważność – ile uwagi poświęcam klientowi, a ile własnemu dialogowi wewnętrznemu? Czy słyszę w sesji nie tylko słowa, ale też ich brak, czy słyszę ważne sygnały, niespójności, energię pomiędzy mną a klientem? Czy wiem co wnoszę na sesję w ramach partnerstwa jako jej pełnoprawny uczestnik – jakie moje przekonania, wartości i opinie przekazuję nie wprost, ale poprzez ciało, ton głosu albo użyte sformułowania? Jak wygląda moja uważność na to co i w jaki sposób wypowiadam? Jak wygląda moja akceptacja – czy potrafię zgodzić się na świat klienta, ale nie ze światem klienta? Na ile klient czuje się ze mną bezpiecznie? Czy mam odwagę dotknąć trudnych tematów, również rzeczy dotyczących mojej relacji z tym konkretnym klientem, czy staram się pracować jakby nic istotnego nie miało miejsca?

 

TRZECI RODZAJ SUPERWIZJI

Zachęcając klientów do podjęcia współpracy coachingowej mówimy o korzyściach z lepszego poznania i zrozumienia siebie, o tym jak klient będzie w stanie działać odważniej i z większym zaufaniem do samego siebie, o tym jak zmieni się jego życie, kiedy zmieni się sposób, w jaki patrzy na siebie i świat. Mówimy klientom, że coach jest dla nich swego rodzaju lustrem, w którym mogą “obejrzeć” własne reakcje, motywacje, niespójności, zbadać jakim mechanizmom i nawykom ulegają oraz jaki to powoduje efekt w ich życiu. A kiedy się w tym lustrze przejrzą – będą mogli wybrać inne sposoby działania i inne reakcje i dzięki temu wieść lepsze życie.

Dla coacha w jego pracy takim lustrem jest superwizor. Coach nie poddający się superwizji jest jak osoba, czesząca się bez lustra. Wykona znane i utrwalone ruchy grzebieniem, dłonią sprawdzi czy nic nie odstaje i może mieć tylko nadzieję, że fryzura mniej więcej wygląda tak, jak tego oczekuje.

Coach, tak jak każdy, ma swoje okno Johari i „martwą strefę”. Jako osoba wyszkolona w dokonywaniu głębokich wglądów jest w stanie lepiej zrozumieć siebie, ale nadal wielu rzeczy o sobie nie jest świadoma. Dopóki nie ma wglądu w martwą strefę na temat własnej efektywności zawodowej, możliwości doskonalenia profesji są ograniczone. Łatwiej wpaść w rutynę i miłe, puchate przekonanie, że wszystko robię dobrze.

Im większy jest wgląd coacha w to, co on sam wnosi do sesji – w przekonania, postawy, nawyki, energię, dynamikę – tym łatwiej jest mu zrozumieć, co dzieje się w relacji pomiędzy nim a jego klientem. Im większa uważność nie tylko na samego klienta, ale też na subtelne oddziaływania systemu coach-klient w trakcie na sesji, tym lepszy kontakt i “chemia”.

Ps. Jeżeli chcesz poddać się superwizji, może zainteresuje Cię program superwizyjno-rozwojowy Dobry Coach? Tu znajdziesz więcej informacji.

Coach, chemia i trzeci rodzaj superwizji
Tagged on:     

Dodaj komentarz